29/05/2026
Dzień dobry! 20 maja obchodziliśmy Światowy Dzień Pszczoły. Z lekkim opóźnieniem, ale chciałbym podzielić się z Wami spotkaniem, które we wtorek sprawiło mi ogromną radość.
Będąc na inwentaryzacji, po raz drugi w tym samym miejscu udało mi się spotkać niezwykłego owada. Z wielkim wysiłkiem krzyczałem do asystentki, żeby rzuciła taśmę, wyciągała iPhone'a i robiła zdjęcia, bo w moim telefonie piksele są wielkości płyt chodnikowych. I udało się!
Przedstawiam Państwu zadrzechnicę – największą pszczołę w Polsce. To niezwykle rzadkie owady. W naszym kraju możemy spotkać dwa gatunki: fioletową i czarnonogą. Nie mam 100% pewności, ale prawdopodobnie trafiliśmy na fioletową. Oba gatunki to termofilne pszczoły samotnice. Istotnym aspektem ich ekologii jest bezwzględny wymóg obecności martwego drewna – samice drążą korytarze lęgowe w suchych, obumarłych pniach i grubych konarach.
Zadrzechnica fioletowa ostatnie obserwacje w Polsce pochodzą z 1933 lub 1935, uznana za wymarła, w 2005 ponownie stwierdzono jej obecność (w okolicach Wrocławia). Jest potężna – (jak na pszczółkę) osiąga do 3,5 cm długości i około 5 cm rozpiętości skrzydeł.
Spotkałem ją na działce należącej do dużej firmy transportowej. Kilkanaście lat temu zabudowali ¾ terenu halą magazynową, a pozostała część na wiele lat została praktycznie zamknięta, bez ingerencji ludzi. Obserwując, jak rozwijała się tam przyroda – rosnące stare dęby zapewniające martwe drewno dla rozwoju wielu owadów, niesamowita różnorodność flory i fauny – dochodzę do smutnej konstatacji.
Można ogłaszać różne programy ochrony, drukować tablice edukacyjne, wydawać miliony na programy restytucji, a tak naprawdę często wystarczy po prostu wyeliminować obecność człowieka. Przyroda potrafi rozkwitnąć w najbardziej nieoczekiwanych miejscach, jeśli tylko damy jej święty spokój.